Friday, August 31, 2007

Z prof. Andrzejem Zybertowiczem, doradcą premiera ds. bezpieczeństwa,


Z prof. Andrzejem Zybertowiczem, doradcą premiera ds. bezpieczeństwa,
rozmawia Zenon Baranowski

Podtrzymuje Pan twardo swoje twierdzenia odnośnie do Zygmunta Solorza. Podczas procesu liczy Pan na ich szerokie upublicznienie?
- W krajach demokratycznych przewód sądowy z założenia jest jawny i stanowi element edukacji obywatelskiej. Powinien on tak przebiegać, żeby była równość stron i żeby prawda i sprawiedliwość zwyciężyły. Liczę, że tezy, które dotychczas nie były dość jasno udokumentowane o działaniu układów biznesowych przetkanych powiązaniami agenturalnymi, przed sądem będą mogły się ostać, zostać udokumentowane i przekazane opinii publicznej.

W odpowiedzi na pozew wymienia Pan osiem osób powiązanych z Solorzem, które współpracowały ze służbami specjalnymi. Dotarł Pan do kolejnych nazwisk. Jakich?
- Jedno nazwisko już wymieniłem na konferencji. Jest to Andrzej Szeląg. To człowiek mający życiorys działacza młodzieżowego w PRL-u, który uczestniczył w przedsięwzięciach biznesowych Solorza. Inną osobą, która była związana z Polsatem, jest Lech Falandysz ujawniony na liście Macierewicza jako TW. Zresztą sam Falandysz w swojej książce "Adwokat prezydenta", opublikowanej trzy lata później, przyznał się do tego, że współpracował z SB. Pełną listę osób przedstawię na zjeździe socjologicznym 14 września w Zielonej Górze. Wszystkie te powiązania będą udokumentowane.

Czy z Pańskich badań wynika, że także wobec innych środowisk biznesowych, np. TVN, można wyciągnąć podobne wnioski jak w przypadku Solorza i Polsatu?
- Wiele rzeczy pozostaje do zbadania, ale sądzę, że środowisko biznesowe kojarzone z Zygmuntem Solorzem nie jest jedynym środowiskiem, w którym kluczową rolę odgrywają osoby związane z tajnymi służbami. Myślę, że stopniowo w miarę pracy komisji weryfikacyjnej WSI, w miarę pracy IPN, w miarę postępu innych badań będą odsłaniały się kolejne warstwy tworzenia się kapitalizmu w Polsce. Będziemy widzieli, że w wielu operacjach koncesyjnych, prywatyzacyjnych kluczową rolę odgrywali funkcjonariusze lub tajni współpracownicy specsłużb.

Nie ma Pan wrażenia, że ten atak pozwów i wobec autorów raportu likwidacyjnego WSI i osobiście wobec Pana jest po to, żeby na drodze sądowej zakazać mówienia prawdy o ukrytych układach?
- Jeśli jest środowisko, które sukcesy odnosi m.in. dzięki temu, że działa tajnie, że ma przełożenia na różne środowiska, które nie są widzialne i ktoś to odsłania, to podejmuje ono różne działania, żeby chronić swoją pozycję. Trzeba to postrzegać jako grę interesów. Są jedni, którzy chcą odsłonić niejawne powiązania, żeby społeczeństwo wiedziało, kto jest czyim sojusznikiem, i inni, którzy wykorzystują dostępne w demokracji metody - np. drogę sądową - żeby to odsłonięcie zablokować. Proszę pamiętać, że już dawno badacze skuteczności amerykańskich systemów sądowych stwierdzili, iż często wygrywają ci, którzy mają więcej zasobów, więcej pieniędzy niż ci, którzy są po stronie prawdy.

No comments: