Friday, August 10, 2007

Dżentelmeneria nowego typu

Dżentelmeneria nowego typu
Nasz Dziennik, 2007-08-10

Prawdziwa zasługa nie powinna pozostać bez nagrody. Wprawdzie ostatnio aż roi się od komentarzy na temat polskiej sceny politycznej, ale mało kto wspomina o jej prawdziwym kreatorze. No, może nie jedynym ani nawet nie najważniejszym, bo czyż można w Polsce prowadzić skuteczną politykę, nie będąc agentem jakiejś razwiedki? Jedna partia reprezentuje interesy BND, inna znowu - CIA, jeszcze inna - Mosadu, nie mówiąc już o GRU, a reszta - to partie nieskuteczne. Pomijając jednak te wszystkie razwiedki, wypada wspomnieć o panu Piotrze Tymochowiczu. Mówią, że wystrugał on z banana mnóstwo wpływowych mężów stanu, więc również jest niekwestionowanym kreatorem polskiej sceny politycznej.
Z panem Tymochowiczem zetknąłem się przed laty w warszawskiej telewizji kablowej Porion, gdzie akurat uczestniczyłem w programie na tematy obyczajowe. Program był nadawany na żywo, a oprócz pana Tymochowicza brała w nim udział dama uwielbiająca skandalizowanie. Wraz z panem Piotrem przedstawiła pogląd, że nie istnieją granice wstydliwości. Zaproponowałem jej tedy, by ściągnęła przed kamerami bieliznę. Nie chciała się zgodzić i w ten sposób okazało się, że granice wstydliwości jednak są, ale program oczywiście musiał się na tym zakończyć, bo nie było już nad czym dyskutować.
Mimo tego rodzaju pomyłek pan Tymochowicz rzeczywiście potrafi kreować wpływowych mężów stanu, toteż różni ambicjonerzy garną się podobno do niego na wyścigi. On robi z nich osobistości, i to pewnie dlatego politycy i partie coraz mniej się między sobą różnią. Jak się mają różnić, skoro wyszli spod jednej sztancy? Każdy jest, ma się rozumieć, wpływowym mężem stanu, ale jeden jest bardziej, a drugi mniej wpływowy. Najbardziej wpływowy i charakterystyczny dla tego grona wydaje się pan Andrzej Lepper.
Przebył on długą drogę, zanim został dżentelmenem. Być może właśnie dlatego stara się być nim w każdym calu. Obecnie za sprawą Adama Michnika w środowisku dżentelmenów pojawiła się nowa, świecka tradycja nagrywania prywatnych rozmów ukrytym magnetofonem i używania takich nagrań do szantażu. Szanujący się dżentelmen bez magnetofonu nie rusza się na krok i jeśli nie chce zostać autorytetem moralnym, to w ten sposób zbija kapitał polityczny. Ta nowa tradycja wypiera starą, którą najlepiej ilustruje przypadek rosyjskiego ministra spraw wewnętrznych Durnowa (tak się naprawdę nazywał!) i cesarza Aleksandra III. W środowisku ówczesnych "wykształciuchów" Aleksander III nie miał dobrej reputacji. Oto, jaką recenzję uzyskał pomnik tego cesarza: "Na cokole stoi koń, na koniu siedzi cham, na chamie - czapka". A jednak kiedy się okazało, że minister Durnowo próbował szantażować żonę argentyńskiego posła jej listami, które posiadał (z powodu zacofania technicznego nagrań wtedy jeszcze nie było), a poseł się poskarżył, cesarz odręcznym pismem nakazał: "Wypędzić won tę świnię w ciągu 24 godzin!" Miał oczywiście na myśli ministra Durnowa. I tak się stało.
Niestety, w demokracji, zwłaszcza takiej jak nasza, nie ma już powrotu do tamtych monarchicznych zwyczajów i standardów. Pewnie dlatego się ujawniło, że "elektorat" Platformy Obywatelskiej "wytrzymałby" chwilowy sojusz z panem Andrzejem. Dzięki temu można by przeprowadzić konstruktywne wotum nieufności, a więc zmienić rząd bez ryzyka nowych wyborów. Bez pana Andrzeja ta sztuczka nie mogłaby się udać, i to jest najlepsza ilustracja sukcesu pana Piotra Tymochowicza.

Stanisław Michalkiewicz

No comments: